Seksualizm aktu

Stałym aspektem, zawsze istniejącym w sztuce aktu na przestrzeni czasu był seksualizm - nieunikniona konsekwencja zarówno przyglądania się nagości, jak i bycia nagim. Problem, jak sobie poradzić z tymże erotycznym czynnikiem zawsze spędzał obrońcom aktu sen z powiek. Artyści od wieków toczyli z publicznością i swymi mecenasami bój o to, co można, a czego nie można na obrazie przedstawić. Jednym z wymyślonych sposobów na uczynienie nagości bardziej "bezpieczną" było wyidealizowanie jej, co umożliwiało rozpatrywanie aktu jedynie z punktu widzenia estetyki i sztuki. Skutecznie pomijano wtedy fakt, że obraz przedstawiał nagie ludzkie ciało, widziane oczami artysty, lecz także zazwyczaj mężczyzny i że pojawienie się w dziele pierwiastka erotycznego było w zaistniałej sytuacji nie do uniknięcia. W ten właśnie sposób szereg dzieł o bardzo zróżnicowanym charakterze można było obdarzyć przynajmniej pozornym szacunkiem.

Począwszy od XVIII wieku zaczęły się pojawiać dzieła stanowiace niemałe wyzwanie dla tradycyjnych poglądów co do tego jak nagość powinna być portretowana i jakie treści ze sobą nieść. I choć neoklasycyzm końca XVIII stulecia próbował przywrócić pryzmat aktu, szukając inspiracji w rzeźbie starożytnej Grecji, to w wieku XIX wyidealizowany akt stracił na znaczeniu. Natomiast w wieku XX akt w ogóle stracił na popularności, lecz pomimo to parę spośród najbardziej szokujących dzieł współczesnej sztuki powstało właśnie w tej konwencji, a ich oddziaływanie zostało jeszcze zwiększone poprzez sposób, w jaki wychodzą naprzeciw naszym oczekiwaniom, często nawet znacznie je przekraczając.